Recenzje

Duch Starszych Panów na Novej Scenie

Recenzje - Piosenka jest dobra na wszystko

PIOSENKA JEST DOBRA NA WSZYSTKO, czyli duch Starszych Panów na Novej Scenie TM ROMA.

Niepowtarzalne klimaty, które pamiętamy z czasów legendarnego Kabaretu Starszych Panów, ożyły z młodzieńczą siłą w widowisku przygotowanym przez piątkę świeżo upieczonych absolwentów Wydziału Aktorskiego Akademii Teatralnej w Warszawie. Premiera odbyła się 11 lutego na Novej Scenie Teatru Muzycznego ROMA. Spektakl zatytułowany „Piosenka jest dobra na wszystko, czyli nieobecni mają rację" wyreżyserował Waldemar Śmigasiewicz w konwencji kryminalno-muzycznej historii, opartej na utworach Jeremiego Przybory i Jerzego Wasowskiego. Pogodne, pełne lekkości i wdzięku przeboje genialnego duetu dostały nowy zastrzyk energii. Stało sie tak za sprawą surrealistycznego humoru, zaprawionego szczyptą melancholii dzięki przekonującym interpretacjom kultowych piosenek i brawurowej grze młodych artystów. Z naturalnym wdziękiem pokazali "po co wiążą słowo z dźwiękiem kompozytor i ten drugi...".

Subtelna Anna Czartoryska wzrusza jako Bidula. Niezwykle wyrazista Anna Markowicz prowokuje w roli pełnej seksu Żebraczki. Melancholijny Marcin Mroziński słusznie zbiera entuzjastyczne owacje w roli Ducha.

Grany przez Grzegorza Kwietnia Kuszelas to prawdziwy wachlarz nastrojów i uczuć, a przezabawny Igor Chmielnik urzeka jako Romuś. Chwała im za duet, w którym zaśpiewali piosenkę "Jeżeli kochać". Wszystkie te emocje można rzeczywiście poczuć, ale przede wszystkim jest tam radość i niezwykła, pozytywna energia. Piosenka jest dobra na wszystko... Słowa Jeremiego Przybory - jakże prawdziwe - można by w tym przypadku sparafrazować: wszystko jest dobre, co nam radość daje.

 

Marzena Robinson

The Warsaw Voice


 

Polska Dziennik Bałtycki

Recenzje - Anty-szanty

Anty-szanty, czyli Satanalia
"Anty Szanty" w reż. Jerzego Satanowskiego w Teatrze Atelier w Sopocie. Pisze Tadeusz Skutnik w Polsce Dzienniku Bałtyckim.
Ostatnia tegoroczna premiera sopockiego teatru Atelier wieńczyła cykl spektakli muzycznych "Anty-szanty", ułożony i wyreżyserowany przez Jerzego Satanowskiego. Do przewrotności tego spektaklu każdy widz musiał dojść sam, bez podpowiedzi.
Zresztą - nie musiał, mógł sobie pozostać przy dobrej zabawie, w którą niewątpliwie udawało się widzów wciągać wykonawcom. Do upływie jakiegoś czasu, potrzebnego na refleksję i pytanie, z czego właściwie się śmialiśmy i co oklaskiwaliśmy, przychodzą jednak myśli niewesołe.
Oto świat oglądany oczami portowych dam, uprawiających najstarszy zawód tego świata, wcale nie jest lekki, łatwy i przyjemny. Nie jest taki ani dla snującej się jak Rachela na "Weselu" Wyspiańskiego, a w istocie staczającej się w pijaństwo postaci, kreowanej przez Justynę Szafran, ani dla wyzywającej ciałem i kostiumem, najbardziej cyckanej finansowo panienki w wykonaniu Magdy Piotrowskiej.
Nie ma lekkiej doli burzowa, piorunująca nawet, gdy śpiewa o kojeniu marynarskich pragnień, barmanka Natalii Sikory. Ani wywołujący salwy śmiechu Paweł Tucholski jako Madame Tucholsky.
I wtedy, gdy na otwarcie wszystkie cztery gracje zapewniają, że możemy na nie liczyć, nie są wszakże z Wysp Dziewiczych. I wtedy, gdy żegnają publiczność wielkim przebojem Jacquesa Brela "Amsterdam". Panowie - z orkiestry Kameleon Septet - wypadają znacznie komiczniej.
Oprócz grania robią jaja, a jak już dostają coś do zaśpiewania, to np. słynny "Tupot białych mew" Wojciecha Młynarskiego, czyli replikę hitu Franka Sinatry "Strangers in the Night".
Wywiązują się ze swych ról wyśmienicie, niemniej - są to role rozkapryszonych chłopców. Nawet Tucholski, mimo że na koniec zrywa z głowy perukę, a potem i etolę, dokonując dekonspiracji płciowej (choć został rozszyfrowany już w pierwszym wejściu).
Wszystkich na szczęście łączy i wszystko łagodzi na bis stara szanta: "Hej, żeglujże żeglarzu". Dopiero później przychodzi refleks.

"Anty-szanty, czyli Satanalia"
Tadeusz Skutnik
Polska Dziennik Bałtycki nr 193/19.08
20-08-2008

 

Gazeta Wyborcza Trójmiasto

Recenzje - Anty-szanty

Szanty w wersji super light
"Anty Szanty" w reż. Jerzego Satanowskiego w Teatrze Atelier w Sopocie. Pisze Aleksandra Lamek w Gazecie Wyborczej - Trójmiasto.
Przepis na udany spektakl w samym środku upalnego lata? Urodziwe aktorki obdarzone ciekawymi głosami, historie damsko-męskie opowiedziane z przymrużeniem oka, szczypta erotyki i przebojowe aranżacje znanych kompozycji popularnych polskich autorów. Wszystkie te elementy znalazły się w nowym przedsięwzięciu Jerzego Satanowskiego "Anty Szanty".
W niedzielny wieczór scena Teatru Atelier zamieniła się w tawernę, w której rządy sprawują panie uprawiające najstarszy zawód świata. Aktorki grające główne role z charyzmą opowiadały historie z życia portowego, potwierdzając zarazem słynną prawdę o tym, że kobieta zmienną jest. Szczególnie przekonująco wypadła Justyna Szafran, która w utworze "Chuda ruda blues" Andrzeja Waligórskiego porwała publiczność naturalnością i spontanicznością, a także rewelacyjnym warsztatem wokalnym. Ciekawie zaprezentowała się również 21-letnia Natalia Sikora, studentka warszawskiej Akademii Teatralnej, obdarzona rewelacyjnym, mocnym głosem. Męska część widowni z pewnością zachwycona była występem długonogiej Magdy Piotrowskiej oraz Anny Sroki o pełnym zmysłowej chropowatości głosie Powodzenie spektaklu i entuzjastyczne przyjęcie go przez publiczność nie było trudne do przewidzenia - nie sposób bowiem nie bawić się dobrze przy znanych utworach znakomitości polskiej piosenki, jak Wojciech Młynarski, Agnieszka Osiecka czy Jacek Kaczmarski. Największy aplauz zyskała energetyczna, rockowa niemal wersja słynnego i, wydawałoby się, nieco przyblakłego przeboju Maryli Rodowicz "Hej, żeglujże, żeglarzu", który na bis odśpiewany został z całą publicznością niedzielnego spektaklu. Jerzy Satanowski, reżyser przedstawienia "Anty Szanty", doskonale wie, czego pragnie wakacyjna publiczność - solidnie przygotowanej porcji niezobowiązującej rozrywki. Jego najnowsze przedsięwzięcie jest tego najlepszym dowodem.

"Anty Szanty", reż. Jerzy Satanowski, wykonanie: Anna Sroka, Natalia Sikora, Magda Piotrowska, Justyna Szafran, Paweł Tucholski oraz Kameleon Septet w składzie: Filip Tabęcki, Mariusz Jeka, Bartłomiej Kraus, Piotr Maślanka, Radosław Kiszewski, Paweł Stankiewicz, Sebastian Wypych, Teatr Atelier im. Agnieszki Osieckiej, premiera 17 sierpnia.»

"Szanty w wersji super light"
Aleksandra Lamek
Gazeta Wyborcza Trójmiasto nr 193
19-08-2008

   

Chodzimy do teatru

Recenzje - Zabawki Pana Boga

Żyliśmy na niby a zapłaciliśmy jak za prawdziwe życie.
Agnieszka i Marek.
"Oboje graliśmy w jakimś spektaklu, ale chyba nie w tym samym. Ja byłam dla niego panienką z dobrego domu. A on dla mnie... To był proletariacki książę z bajki."
Poetka, pisarz i ten trzeci - kompozytor, obecny tylko w opowieściach i muzyce, wielki i skromny, cudownie przez Agnieszkę opisany, a z obojgiem powiązany – z  nią przez muzykę, z nim także przez tragiczny wypadek – Krzysztof Komeda.
Przyjaźń i miłość burzliwa jak całe pokolenie "pięknych dwudziestoletnich".
"Zabawki Pana Boga" to fraza z "Kolędy z pretensjami" Agnieszki Osieckiej.
"Zabawki Pana Boga" to słowno-muzyczna opowieść o trojgu niezwykłych ludzi, których losy splotły się ze sobą, to też opowieść o nieobecności.

Aktorzy 
Joanna TrzepiecińskaPrzemysław Sadowski zbudowali postaci, korzystając z ich tekstów i listów. Padają słowa ważne. Opowieść o ich trudnym związku przeplatana jest piosenkami Komedy w wykonaniu zespołu "Trzy Dni Później".
Jerzemu Satanowskiemu, autorowi tej opowieści, udało się niezwykle misternie połączyć "rozrzucone kartki" w bardzo spójną kompozycję, w której kolejne słowo wypływało z poprzedzającej go muzycznej frazy i otwierało następną.

Nie ma w tym spektaklu słabych momentów.
Muzycznie jest zachwycający. Zespół wokalny "Trzy Dni Później" kompozycje Komedy śpiewa „po swojemu”, inaczej niż jesteśmy przyzwyczajeni, ale są to pomysły i aranżacje głęboko przemyślane i znakomicie współistniejące z tempem przedstawienia i jego treścią. Wszystko dzieje się tam jakby we śnie. Wolno, ale wyraziście i dotkliwie. 

Debiut nowej, kameralnej sceny teatru muzycznego "Roma" to eksplozja – eksplozja sensu, smaku, pokory...
Mamy nadzieję, że każda następna premiera będzie tworzona zgodnie z dewizą Alfreda Hitchcocka.

Recenzja pochodzi z bloga Chodzimy do teatru


 

Gazeta Wyborcza, Trójmiasto

Recenzje - Moja mama Janis

Ulubieńcy gdyńskiej publiczności    2008-05-14

Zgodnie z przewidywaniami "Gazety" aktorzy Jolanta Litwin Sarzyńska i Zbigniew Macias wygrali plebiscyt publiczności na zakończonym niedawno Festiwalu Teatrów Muzycznych w Gdyni.

Publiczność doceniła Jolantę Litwin Sarzyńską z warszawskiego teatru Roma za brawurowo zagrany monodram "Moja mama Janis" o dziewczynie z miasteczka zafascynowanej charyzmą Janis Joplin. Zwycięzców plebiscytu wyłoniła publiczność Festiwalu Teatrów Muzycznych, która wrzucała kupony do urn. Wręczenie nagród laureatom zaplanowano w sobotę podczas galowego koncertu z okazji 50-lecia gdyńskiego teatru.

kaf

   

Więcej artykułów…